Zastanawiam się, jak to możliwe, że film „Kevin sam w domu” stał się tak nieodłącznym elementem naszych świątecznych tradycji. Miałam okazję przeczytać nieco o kulisach jego powstawania i zaskoczyło mnie, ile przeszkód musieli pokonać twórcy, by w ogóle go zrealizować. Wydaje mi się, że niektórzy z nas traktują go jako coś oczywistego, ale warto docenić, ile pracy i pomysłowości wymagało stworzenie tej kultowej opowieści. Jakie macie wspomnienia związane z tym filmem? Czy są jakieś inne filmy świąteczne, które według Was zasługują na podobną uwagę?